Attila Szalai następcą Mariana Huji
Przed startem tego sezonu Portowcy pozyskali na pozycję pół-lewego stopera Mariana Huję. 26-latek został wykupiony z rumuńskiego Petrolulu za około 300 tysięcy euro i od razu wskoczył do wyjściowego składu. Początkowo zbierał niezłe noty i był wyróżniającą się postacią, ale równie szybko spuścił z tonu i zaczął prezentować gorszą dyspozycję. W związku z tym w końcówce rundy stracił już pozycję startera u Thomasa Thomasberga, jak i później został wystawiony na listę transferową przez klub.
Jest łączony z wieloma klubami – w pewnym momencie zabiegała o niego między innymi Wieczysta Kraków. Przedstawiciele Portugalczyka kontynuują proces szukania nowego klubu, a Pogoń Szczecin znalazła już następcę. Władzom Dumy Pomorza zależało, by stoper który wejdzie do składu za Huję był podobnie jak on lewonożny. W ostateczności rozważano zakontraktowanie obunożnego zawodnika, stąd łączono Portowców chociażby z Pawłem Dawidowiczem. Ostatecznie zgodnie z pierwotnym planem padło na piłkarza z dominującą lewą nogą.
Attila Szalai zasilił szeregi Pogoni na zasadzie półrocznego wypożyczenia z Hoffenheim. Ostatnią rundę 28-latek spędził w tureckiej Kasimpasie, w której był graczem wyjściowego składu. Klub podjął jednak decyzję o zakończeniu współpracy i na bazie wypracowanego porozumienia z piłkarzem jego wypożyczenie zostało przerwane. Reprezentant Węgier wrócił do Hoffenheim, a jego agenci zaczęli szukać mu nowej drużyny. Ostatecznie padło właśnie na Pogoń Szczecin.
Kariera Szalaia zaczęła w ostatnim czasie skręcać w niespodziewanym kierunku. Jeszcze nie tak dawno, bo w latach 2021-2023 był naprawdę ważnym zawodnikiem w Fenerbahce. Kupiono go jako anonimowego piłkarza z cypryjskiego Apolu Limassol za nawet nie cztery miliony, a ostatecznie zasłużył się kibicom i zostawił w kasie klubu ponad trzy razy większą kwotę. Hoffenheim wyłożyło na niego ponad 12 milionów, nie spodziewając się wówczas, jak fatalnym krokiem to się okaże.
Kompletnie nieudana przygoda w Bundeslidze
Szalai zupełnie sobie nie poradził zarówno w Hoffenheim, jak i później w Freiburgu do którego dołączył po kilku miesiącach na zasadzie wypożyczenia. Marcin Borzęcki jako ekspert od Bundesligi wspomina go następująco: Kompletny flop w obu klubach – Freiburgu i Hoffenheim. Wyglądał, jakby nigdy na pozycji obrońcy nie grał, nie wiedząc, jak się ustawiać, przesuwać, co robić.
Znacznie więcej można o nim powiedzieć na podstawie jego wcześniejszej gry w Fenerbahce. Jeżeli Pogoń Szczecin zdołałaby bowiem odzyskać tamtą wersję 28-latka, to byłby to z jej perspektywy istny majstersztyk transferowy. Krzysztof Gerlak, ekspert od tureckiej piłki i prywatnie zagorzały kibic Fenerbahce wspomina go bardzo miło.
— Na plus na pewno fizyczność i dynamika. Jak na stopera bardzo szybki, trudny do minięcia w pojedynkach 1 na 1. Był agresywny w obronie, nie odstawiał nogi, szukał gry w kontakcie. To ten typ defensora, który wkładał głowę tam, gdzie inni bali się wejść nogami. Zdarzało się, że grał z opatrunkiem głowy, bo ratował nas desperacko w taki czy inny heroiczny sposób.
— Był do tego pewny w rozegraniu, spokojnie czuł się z futbolówką przy nodze, nie bał się jej. Jego wielkim atutem była wszechstronność – grał w zasadzie wszędzie w obronie. W parze stoperów, jako pół-lewy w trójce, jako lewy obrońca. Z racji bardzo dobrych warunków fizycznych i wyszkolenia technicznego z powodzeniem radził sobie w różnych rolach – kontynuował Krzysztof Gerlak.
Atutów było więcej
— Ponadto warto wyróżnić mentalność lidera jaką było u niego widać w Fenerbahce. Interesował się życiem klubu, zawsze był dostępny dla fanów, podpisywał wszystko z uśmiechem, poświęcał kibiom czas. Nigdy nie odpuszczał, nie narzekał, tam gdzie wystawił go trener tam grał. Odchodził ze łzami w oczach, co pokazał jak klub był dla niego ważny. Trzeba powiedzieć, że był ulubieńcem fanów, bo przychodził jako anonimowy gość, a został liderem obrony i dał na sobie dobrze zarobić. Dał się też poznać jako gość o wielkim sercu – nieustannie motywował i wspierał kolegów z zespołu. Ostatecznie z Kim Min Jae w pierwszym sezonie stworzył świetny duet stoperów, którego bali się najlepsi napastnicy w lidze – mówił ekspert.
To jednak opinia na podstawie jego początków w Fenerbahce. Jak wspominał dalej Krzysztof Gerlak, już w drugim pełnym sezonie w Turcji Szalai zaczął pokazywać gorszą dyspozycję. Klub postanowił sprzedać go za fajne pieniądze, bo zgłosiło się Hoffenheim, gdzie Węgier zaliczył jeszcze szybszy zjazd. Stąd w ostatnich latach wypożyczenia do belgijskiego Standardu Liege, czy właśnie teraz do Kasimpasy.
— W Kasimpasie nie był już liderem drużyny, ani nawet wyróżniającym się piłkarzem – wyglądał po prostu okej. Jego problemem były kontuzje, spore problemy zdrowotne. Także właśnie z tego względu klub podjął decyzję o skróceniu wypożyczenia, bez większego żalu podejrzewam. Na warunki polskiej ligi jego doświadczenie, uniwersalność i fizyczność powinny być wystarczające. Jeżeli tylko będzie zdrowy. Ponadto odgrywa istotną rolę w kadrze narodowej, więc byłby w Pogoni reprezentant solidnej drużyny – podsumował na koniec Krzysztof Gerlak.
Attilla Szalai w tym sezonie Superlig grał jako pół-lewy obrońca w dwójce lub trójce stoperów. Wystąpił w pełnym wymiarze czasowym we wszystkich meczach reprezentacji Węgier podczas wrześniowego, październikowego i listopadowego zgrupowania. W statystykach z tej kampanii ligowej widać, że całkiem nieźle radził sobie w pojedynkach z rywalami – wygrywał średnio 57% starć (3.1 na mecz). Rzadko faulował (0.9 razy na mecz), notował wiele wybić (5.2) korzystając ze swojego wzrostu (1,92 metra). Dostał tylko jedną żółtą kartką i nie sprokurował ani jednego rzutu karnego.

Co ciekawe, w reprezentacji Węgier podczas meczów w kwalifikacjach do mundialu 2026 to on notuje celnych podań (45.3) – więcej nawet niż jego partner w obrony Willi Orban występujący w Lipsku, czy Dominik Szoboszlai odpowiadający za drugą linię. Zalicza on także najwięcej celnych dalekich podań (4.0), jak i notuje masę wybić (6.7).











