Szymański długo na to czekał
Choć Sebastian Szymański jest jednym z najlepszych polskich piłkarzy, przez ostatnie lata można było mieć wrażenie, że w jego historii czegoś brakuje. Dziś niewielu o tym pamięta, lecz w pewnym momencie pomocnik był jedną z nadziei polskiej piłki. Trafił do siatki w swoim piątym meczu w narodowych barwach. Gdy odchodził z Legii Warszawa, był najdroższym zawodnikiem w historii klubu. Wydawało się, że transfer do Dynama Moskwa otworzy mu drogę do największych europejskich klubów.

Doszło jednak do zwrotu akcji. Jego kariera nieoczekiwanie stanęła w miejscu. Owszem, był ważnym piłkarzem – a czasem nawet gwiazdą – Feyenoordu Rotterdam i Fenerbahce. Nie potrafił jednak wykonać ruchu do przodu. Czołowe ligi pozostawały poza jego zasięgiem. Co więcej, jego dobra gra przestała przekładać się na występy w reprezentacji Polski. Po meczach kadry coraz częściej musiał mierzyć się z krytyką. Nie brakowało głosów, że „Biało-Czerwonych” stać na rezygnację z Szymańskiego. To, gdzie grał, nie miało znaczenia.
W ostatnich tygodniach 26-latek zaczął mieć problemy także w klubie. Wszystko przez to, że z Fenerbahce rozstał się Jose Mourinho. Polak należał do ulubionych piłkarzy Portugalczyka. „The Special One” powtarzał, że chciałby mieć w drużynie kilku Szymańskich. Inne zdanie na temat byłego legionisty miał Domenico Tedesco. Za jego kadencji pomocnik stracił miejsce w wyjściowym składzie tureckiego giganta. Opuścił ekipę ze Stambułu nie jako gwiazda, lecz jako rezerwowy. Biorąc to pod uwagę, przejście do Stade Rennes jest sporą niespodzianką.
W sezonie 2025/26 reprezentant Polski był łączony z przenosinami do Niemiec czy też Włoch. Istniało jednak podejrzenie, że zakończy się na zainteresowaniu. Ostatecznie Szymański doczekał się ruchu, który wróżono mu od początku kariery. Co więcej, może się okazać, że to jeszcze nie koniec.
Rennes szasta kasą
W stolicy Turcji Szymański mógł czuć na sobie ciężar presji. Kibice Fenerbahce oczekują, że ich drużyna zawsze będzie walczyła o tytuł mistrza kraju. Transfer do Stade Rennes wiąże się zatem ze zmianą środowiska. W Bretanii nikt nie mówi o trofeach. Przez ostatnie dziesięć lat „Czerwono-Czarni” znaleźli się na podium Ligue 1 tylko raz. Jeśli udaje się im wejść do europejskich pucharów, to raczej chodzi o Ligę Europy i Ligę Konferencji. Krótko mówiąc, w kranie jest ciepła woda.

Rennes wyróżnia się jedynie pod względem finansowym. Na przestrzeni ostatnich pięciu sezonów więcej na wzmocnienia wydaje jedynie Paris Saint-Germain. W tym czasie władze klubu przeznaczyły na transfery aż 543 miliony euro. To, że Szymański kosztował ok. 10 milionów euro, nie robi na nikim wrażenia. Jakby tego było mało, Francuzi specjalizują się w promowaniu młodych piłkarzy, o czym na antenie Kanału Sportowego wspomniał Marek Jóźwiak.
– Rennes jest drużyną, która w ostatnich latach pokazuje, że niewiele możesz z nią wygrać, ale możesz w niej dobrze zarobić. Zawsze jest stabilność finansowa, świetna organizacja, kapitalne warunki do treningu. Jeśli chodzi o produkcję talentów, jest Ousmane Dembele i Desire Doue, tak naprawdę można wymieniać dziesiątki imion. Ze zdobyczami na rynku francuskim i w europejskich pucharach jest już gorzej – powiedział były reprezentant Polski w programie „Moc Futbolu”.
Przed Szymańskim droga do jeszcze większych klubów
W Ligue 1 nikt nie zarabia na transferach tyle, co Rennes. Od sezonu 2020/21 na konto Rennes trafiły aż 623 miliony euro. Oprócz Dembele i Doue klubowi z Bretanii pozwolił zarobić chociażby:
- Jeremy Doku (60 milionów euro -> Manchester City)
- Eduardo Camavinga (31 milionów euro -> Real Madryt)
- Arnaud Kalimuendo (30 milionów euro -> Nottingham Forest)
- Lesley Ugochukwu (27 milionów euro -> Chelsea)
Najważniejszą informacją dla Szymańskiego jest to, że najlepsze kluby na świecie potrafią zgłaszać się nawet po bardziej doświadczonych graczy Rennes. Martin Terrier miał 27 lat, gdy zgłosił się po niego Bayer Leverkusen. West Ham United pozyskało Nayefa Aguerda, gdy reprezentant Maroka miał 26 lat. Z kolei Edouard Mendy zamienił Rennes na Chelsea w wieku 28 lat. Wniosek jest prosty – klub ze Stade Roazhon nie musi być sufitem dla Polaka. Piłkarze, którzy wchodzą w swój prime, także mogą użyć Rennes jako trampoliny do dalszej kariery.

Jeśli chodzi o sukcesy sportowe, zespół z Bretanii nie ma się czym pochwalić. Cały czas mowa jednak o poważnym klubie. Po 18 kolejkach Ligue 1 podopieczni Habiba Beye zajmują szóste miejsce w tabeli. To daje im awans do fazy play-off Ligi Konferencji, lecz Rennes może już marzyć o czymś więcej. „Czerwono-Czarni” tracą zaledwie dwa punkty do miejsc gwarantujących grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Szymański nie jest więc kolejnym polskim piłkarzem, który wchodzi do czołowych lig tylko po to, by dołączyć do outsidera i utknąć w dole tabeli.
Polakom ciężko przebić się w najlepszych ligach
Wiele wskazuje na to, że Roazhon Park to dobre miejsce na debiut w ligach z „top 5”. Warto dodać, że jeśli chodzi o aklimatyzację, Szymańskiemu będzie mógł pomóc Przemysław Frankowski, który wrócił do Francji podczas letniego okienka. Jeśli 26-latek będzie grał regularnie, zadowolony będzie m.in. Jan Urban. Selekcjoner reprezentacji Polski już pokazał, że będzie stawiał na nowego piłkarza Rennes. Można się spodziewać, że w barażach o awans na mundial doświadczony trener będzie liczył na każdego ze swoich żołnierzy.
Pomocnik będzie jednak musiał uważać. Marek Jóźwiak twierdzi, że Habib Beye ma wobec niego naprawdę wysokie oczekiwania. Jakby tego było mało, jeszcze nie wiadomo, na jakiej pozycji będzie grał były piłkarz Feyenoordu i Fenerbahce.
– Ludovic Blas i Sekou Fofana to piłkarze, których trener Habib Beye chciałby się pozbyć w zimowym okienku transferowym. Patrząc na profil Blasa, Szymański jest bardzo podobny. Jest lewa noga, kreatywność, Sebastian ma więcej atutów, jeśli chodzi o dynamikę, ale Blas jest świetny technicznie. Beye szuka zawodnika, który strzeli z 7-8 bramek i dołoży 6-7 asyst z pozycji numer „dziesięć”. Jestem ciekaw, jak Sebastian wywiąże się z tych obowiązków. Nie wiem, gdzie go ustawią, bo Rennes gra dwoma napastnikami – zdradził Jóźwiak.
Decyzja, którą podjął Sebastian Szymański, wiąże się z pewnym ryzykiem. Owszem, reprezentant Polski będzie mógł sprawdzić się na tle PSG, Marsylii i Lyonu. Historia pokazuje jednak, że polscy piłkarze czasem żałują późnych transferów do największych rozgrywek w Europie. Jacek Góralski nie zagrzał sobie miejsca w Bochum. Łukasz Teodorczyk odbił się od Udinese, a Damian Kądzior nie poradził sobie w Eibar. Niewykluczone, że z czołowymi ligami pożegnał się także Karol Świderski.
Każdy z tych piłkarzy boleśnie przekonał się o tym, że ligi z „top 5” często nie dają drugiej szansy. Teraz przyszedł czas na kolejną weryfikację.










