Real Madryt reaguje na gwizdy
Złość kumulowała się wewnątrz kibiców Królewskich od dłuższego czasu. Jej początkiem były wydarzenia z zeszłego sezonu, gdy Real Madryt przegrał w fatalnym stylu rywalizację na krajowym podwórku z Barceloną, jak i odpadł w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Arsenalem. Zakończenie współpracy z Carlo Ancelottim i zatrudnienie Xabiego Alonso miało być nowym otwarciem, ale w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Los Blancos dalej rozczarowywali, co skończyło się niedawnym zwolnieniem baskijskiego trenera.
Zwieńczeniem kryzysu w madryckim klubie było odpadnięcie z Pucharu Króla z Albacete, jednym z najsłabszych zespołów zaplecza hiszpańskiej ekstraklasy. Po tym spotkaniu stało się jasne, że kibice zgotują piłkarzom i dyrektorom nieprzyjemne powitanie na Santiago Bernabeu przy okazji następnego meczu. Mało kto się jednak spodziewał, że skala protestów będzie aż tak duża.
Fani nie ograniczyli się bowiem do wygwizdania piłkarzy podczas rozgrzewki czy przy ich wychodzeniu na murawę. Oni buczeli na nich przez pełne 90 minut – w szczególności biorąc na celownik Viniciusa Juniora, jak i Federico Valverde i Jude’a Bellinghama. Buczano na tych zawodników przy właściwie każdym ich kontakcie z piłką. Doping właściwie nie istniał. Złość kibiców nie ustała nawet po końcowym gwizdku, choć Real Madryt wygrał to spotkanie 2:0.
Radio „COPE” wyjawiło jak klub i zawodnicy madryckiego klubu zareagowali na to zachowanie fanów. Źródło twierdzi, że wewnątrz Realu Madryt pojawił się „smutek, zaskoczenie i rozczarowanie”.
— Piłkarze nie przypuszczali, że będą czuli się, jakby grali na wyjeździe, przy ciągłych gwizdach i braku jakiegokolwiek dopingu. Są rozczarowani, bo choć zdają sobie sprawę, że publiczność płaci i może swobodnie wyrażać swoje zdanie, to istnieje poczucie, że kibice obecni są tylko wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. „Jeśli klaszczesz tylko w chwilach chwały, ale znikasz przy porażkach, to nigdy nie byłeś jednym z nas” – to zdanie, które przyjęła drużyna i z którym zgadzają się władze klubu – czytamy w „COPE”.










