HomePiłka nożnaEkstraklasa poszła na zakupy. Kluby, uważajcie! Nie chcecie wydać milionów na darmo

Ekstraklasa poszła na zakupy. Kluby, uważajcie! Nie chcecie wydać milionów na darmo

Źródło: Kanał Sportowy

Aktualizacja:

Ekstraklasa poszła na zimowe zakupy. Mimo że transferowe tempo nie jest jeszcze zawrotne, kluby już kontraktują pierwszych piłkarzy. Powinny jednak uważać – styczniowe okienko bywa naprawdę zdradliwe.

Ilia Szkurin

Ilia Szkurin. Fot. PIOTR KUCZA/400mm.pl

Ekstraklasa poszła na zakupy

Ekstraklasa odpaliła tryb “transfery”. Gdy sezon zwalnia, a kluby przygotowują się do jego drugiej części w cieplejszych miejscach na mapie świata, kibice koncentrują uwagę na okienku transferowym. Wszyscy je kochają. Śledzenie doniesień o tym, kto kogo kupi czy sprzeda to nieodłączna część zainteresowania futbolem.

Największa gorączka na rynku ma miejsce latem. Między sezonami kluby są skore do większych wydatków i odważniejszego przebudowywania kadry. Chcą należycie wzmocnić się na następny rok piłkarskich zmagań. Zimą natomiast okienko rządzi się zupełnie innymi prawami. To raczej czas na uzupełnianie ewentualnych dziur w składzie niż planowanie długofalowych transferów.

Z tego względu styczniowe zakupy bywają zwodnicze. Niejednokrotnie kluby są nawet skore do wydania sporych kwot na zawodników, lecz często nie okazują się oni wzmocnieniami z prawdziwego zdarzenia. Próba zalepienia ubytków w kadrze zwykle kończy się tak, że piłkarze ściągnięci zimą po kilku czy kilkunastu miesiącach odchodzą. Jeżeli natomiast nadal są w klubie, ich pozycja nie należy do najsilniejszych.

OSHEE
OSHEE

Zeszłoroczne rozczarowanie

Weźmy na przykład minione zimowe okienko transferowe w Ekstraklasie. Mimo wydania ponad 10 milionów euro, nie zachwyciło ono kibiców. Na początku 2025 roku do ligi nie sprowadził się żaden zawodnik, który wciąż odgrywa w niej ważną rolę. Jeśli już ktoś pokazał się z dobrej strony, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że już nie ma go w Polsce. Warto spojrzeć na kilka przykładów.

Assad Al-Hamlawi mógł być bohaterem Śląska, ale drużyna z Wrocławia nie podjęła tempa Palestyńczyka, przez co jego siedem bramek w rundzie wiosennej nie uratowały klubu przed spadkiem. Legia co prawda wydała prawie pięć milionów euro, ale Rubenowi Vinagre (2,30 miliona) daleko do gwiazdy ligi, Vahanowi Biczachczjanowi (250 tysięcy) tym bardziej, a Jean-Pierre Nsame (575 tysięcy), mimo niezłego początku obecnego sezonu, długo miał łatkę niewypału. Ilja Szkuryn, za którego stołeczna drużyna zapłaciła 1,20 miliona, gra już na chwałę GKS-u Katowice. Najlepszy wydaje się transfer Ryoyi Morishity (500 tysięcy), który latem dał Legii zarobić ponad dwa miliony, odchodząc do Blackburn Rovers.

Szału nie ma

Inne kluby również nie znalazły perełek. Lech zakontraktował m.in. Patrika Wålemarka, który nieźle się zapowiadał, ale ze względów zdrowotnych nie zagrał w tym sezonie ani minuty. Raków dał się skusić na Leonardo Rochę. Portugalczyk obecnie jest bliżej Lubina niż Częstochowy.  Jagiellonia zaś postawiła na Norberta Wojtuszka, który wygląda solidnie, choć 24-latek ewenementem ligi nie jest.

Rok wcześniej sytuacja się powtórzyła, i to nawet w drastyczniejszym wydaniu. Raków wydał 700 tysięcy euro na Ericka Otieno, który w tym sezonie zanotował tylko cztery występy. Muhamed Sahinović kosztował 300 tysięcy, a ostatnio musiał szukać minut w słoweńskim FC Koper. Wszystkie ekipy z Ekstraklasy na transfery wydały łącznie… nieco ponad półtora miliona euro. Obyło się bez szaleństw, lecz zabrakło też trafionych decyzji.

Widzewa na czele

W tym roku natomiast transferowa gorączka rozkręca się powoli. Należy oczywiście pamiętać, że okienko oficjalnie rozpoczyna się dopiero 26 stycznia, a zamyka 25 lutego. Kluby mogą już jednak dokonywać transferów, z czego niektórzy skrzętnie korzystają. Nadzieję na to, że zima 2026 roku będzie wspominana jako okres, w którym do Ekstraklasy sprowadziło się przynajmniej kilku jakościowych graczy, daje na razie głównie Widzew Łódź.

RTS dysponuje potężnym budżetem właściciela Roberta Dobrzyckiego. Zamierza z tego korzystać na całego. Do połowy stycznia klub wydał już ponad siedem milionów euro (tylko w zimowym okienku). Takiej sumy latem, kiedy z reguły jest się bardziej rozrzutnym na rynku, nie wydały ani Legia, ani Lech, ani Jagiellonia, ani Pogoń.

Czytaj też: Tyle Widzew Łódź zapłacił za obóz w Turcji. A w przyszłym sezonie będzie jeszcze drożej

Wszystko albo nic

Do Łodzi niedawno sprowadzili się Osman Bukari, Christopher Cheng, Lukas Lerager i Bartłomiej Drągowski, a w drodze ma być też Emil Kornvig. Widzew jest niezwykle zdeterminowany, żeby odnieść sukces, nawet jeśli musi sporo za to zapłacić. Robert Dobrzycki nie waha się sięgnąć do kieszeni, co pokazywał zarówno latem, jak i w zimowym okienku.

On może pozwolić sobie na takie wydatki. Wydaje się, że jeśli ktoś na przestrzeni kilku miesięcy na transfery przeznacza prawie 15 milionów euro, zdaje sobie sprawę z ryzyka i możliwego braku przełożenia tej kwoty na boisko. Widzew jest jednak wyjątkowym klubem na skalę całej ligi. W zdecydowanej większości przypadków, podejmując decyzję o danym transferze, złotówkę trzeba oglądać przynajmniej z dwóch stron.

Czytaj też: Stało się! Widzew pobił transferowy rekord Ekstraklasy

Wielcy jeszcze w zimowym śnie 

Niech więc nikogo nie zwiedzie szaleńcza ofensywa transferowa Widzewa. Letnie okienko jest dłuższe, bardziaj zbalansowane niż zimą, kiedy często trzeba szybko reagować na tę czy inną lukę w składzie. Tym bardziej, że ligowi potentaci – Lech, Legia czy nawet Pogoń – są na razie bardzo daleko od przedsezonowych planów i ambicji.

Widać to po dotychczasowych nabytkach tych ekip. Kolejorz wypożyczył tylko bramkarza Plamena Andreeva do rywalizacji z Bartoszem Mrozkiem. Pogoń skorzystała z okazji i ściągnęła Karola Angielskiego, choć nie wiadomo, czy ten transfer by się odbył, gdyby nie kontuzja Rajmunda Molnára. Legia natomiast pozyskała tylko Otto Hindricha, 23-letniego bramkarza z Rumunii. Jagiellonia ani Raków nie wzmocniły się zaś jeszcze żadnym nowym zawodnikiem.

Czytaj też: OFICJALNIE: Lech ma nowego golkipera! Pierwszy transfer w zimowym okienku

Ryzyko a pragmatyzm

Niewykluczone oczywiscie, że wkrótce to zrobią. W końcu okienko otwiera się dopiero pod koniec stycznia. Nie można jednak zapomnieć, że w tym samym czasie wróci też Ekstraklasa. Jeśli nowi piłkarze mają dać jakość, zdecydowanie lepiej będzie, jeśli zaczną adaptować się do zespołu na zgrupowaniach czy obozach przygotowawczych. Dołączenie jakiegoś gracza w połowie lutego będzie wiązało się ze sporym ryzykiem odnośnie do jego formy.

Być może taka jest specyfika zimowego okienka. Chodzi o działanie w stylu “akcja-reakcja” zamiast konkretnego planu. Kibice woleliby jednak, aby nawet w takim okresie do ligi przychodzili zawodnicy z jakością, którzy będą w stanie przez dłuższy czas stanowić o jej sile. Którzy już wiosną pokażą, dlaczego zostali sprowadzeni. Jeśli znalezienie takiego gracza w środku sezonu graniczy jednak z cudem, warto zastanowić się, czy większych kwot nie lepiej odłożyć na kolejne okno transferowe.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Ponad 100 meczów w czołowej lidze. Teraz chce trafić do Widzewa Łódź
Haditaghi chce zmodernizować stadion Pogoni. Władze Szczecina ze stanowczą odpowiedzią
OFICJALNIE: Piłkarz odchodzi z Rakowa Częstochowa!
Gwiazda Ekstraklasy dementuje informacje o nowym kontrakcie! „Nie dostałem”
Bójka w sparingu polskiego zespołu, posypały się czerwone kartki! [WIDEO]
Wisła Kraków wybrała świetny profil. Jop będzie mógł wrócić do dawnej formuły
Racing Santander – FC Barcelona. Gdzie i kiedy oglądać mecz? [TRANSMISJA]
Kolejny napastnik w Górniku Zabrze?! Klub zaczął rozmowy
Kompromitacja Realu. Kapitan nie gryzie się w język. „Spadliśmy z hukiem na dno”
Portugalczycy komplementują Bednarka. Ależ słowa