Zalewski na „dziesiątce”
Reprezentant Polski latem zmienił klub chcąc w końcu grać regularnie. Choć w Interze Mediolan był ważnym zawodnikiem szerokiego składu, to w Atalancie miało to wyglądać całkowicie inaczej. Spodziewano się, że będzie tam kluczowym piłkarzem ofensywy i być może kimś, wokół kogo długofalowo ten projekt będzie budowany. I rzeczywiście Nicola Zalewski rozpoczął sezon grając w pierwszym składzie i zaliczając chociażby kapitalny występ z Lecce w trzeciej kolejce.
Szybko jednak ten skład stracił, także ze względu na odniesioną we wrześniu kontuzję mięśniową. Od jedenastej do szesnastej kolejki Serie A nie otrzymał od trenera Juricia, a następnie Palladino, ani razu pierwszego placu. Zastanawiano się z czego ten stan rzeczy wynika, bo gdy już Polak wchodził na murawę, to zazwyczaj dawał pozytywny impuls.
Wszystko odmieniło się na początku stycznia, gdy trener Palladino postanowił wypróbować Zalewskiego w nowej roli: wystawił go na lewej „dziesiątce” w systemie 3-4-3. Nicola dzięki tej korekcie nie musiał już tak aktywnie angażować się w obronę – gdzie popełniał błędy – a mógł koncentrować się na działaniach ofensywnych.

W sobotnim meczu z Torino ponownie zagrał w tej roli jako zawodnik wyjściowego składu. Choć nie strzelił gola, ani nie zanotował też asysty, to opinie co do jego występu są jednoznacznie pozytywne. Zaliczył cztery udane dryblingi, wywalczył sześć stałych fragmentów gry, wykreował trzy sytuacje bramkowe i wygrał aż dziesięć pojedynków z rywalami. Jedynym problemem okazało się wykończenie Polaka: oddał pięć strzałów, ale nie udało mu się pokonać golkipera gości. Jego drużyna ostatecznie wygrała 2:0.










