Polacy przegrali z Francją
Polacy zaczęli zmagania w fazie grupowej od porażek z Włochami (3:7) i Algierią (5:8). Stało się jasne, że jeśli „Biało-Czerwoni” chcą zostać na turnieju, muszą pokonać Francję. Mecz zaczął się od ostrej wymiany ciosów. Pierwsze dziesięć minut zakończyło się wynikiem 2:2. Z czasem „Trójkolorowi” zaczęli jednak łapać wiatr w żagle. „Prezydencki” rzut karny wykorzystał Adil Rami. Do siatki trafił też Giannelli Imbula, a więc były piłkarz FC Porto i Olympique Marsylia.
Wydawało się, że Francuzi zejdą na przerwę z przewagą trzech bramek. Pod koniec pierwszej połowy sprawy w swoje ręce wziął Norbert Jaszczak. Największa gwiazda reprezentacji Polski strzeliła gola, który liczył się podwójnie. Oznaczało to, że do przerwy Polacy przegrywali 4:5.
W drugiej połowie zawodnicy z Francji znów zaczęli odjeżdżać Polakom. Tuż po golu Moussy Sao na 8:6 „Biało-Czerwoni” sięgnęli po specjalną kartę. Nie potrafili jednak wykorzystać tego, że Anthony Scaramozzino został zawieszony na cztery minuty. Co więcej, Piotr „Izak” Skowyrski nie wykorzystał „prezydenckiego” rzutu karnego. Znany streamer przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką.
Choć Polacy walczyli do końca, w 38. minucie pogrążył ich gol bramkarza Guillaume’a Leseca. Tym samym „Biało-Czerwoni” muszą opuścić Sao Paulo.

Mecz Polska – Francja można zobaczyć w Kanale Sportowym.










