Mateusz Kochalski wywodzi się z Legii Warszawa, ale w niej nie zadebiutował. Występował jedynie w rezerwach i młodzieżowych drużynach. W Ekstraklasie grał jednak w barwach Radomiaka Radom i Stal Mielec, która sprzedała go w 2024 roku za niemal milion euro do Karabachu Agdam. W azerskim klubie w debiutanckim sezonie posmakował Ligi Europy, a teraz zdobywa cenne doświadczenie w Lidze Mistrzów.
W tym sezonie zanotował sześć spotkań w LM, grając m.in. przeciwko Chelsea (2:2), Napoli (0:2) czy Benfice (3:2). No i zbierał dobre recenzje, szczególnie po meczu z Napoli. Obronił wtedy aż osiem strzałów, w tym rzut karny Rasmusa Hojlunda. Mało tego! Statystyka „Goals prevented” pokazywała, że polski bramkarz „powinien” stracić cztery bramki, a nie dwie. To statystyka, która opiera się na stosunku liczby straconych bramek do liczby oczekiwanej bramek na podstawie jakości strzałów (xGOT).
– Moje cele na przyszłość? Nie czułem się tutaj najlepiej w Azerbejdżanie, jeśli mam być szczery. Chciałem wrócić do Europy, ale zostałem i na dobre mi wyszło. A co będzie teraz? Cały czas chciałbym się rozwijać i pójść jeszcze wyżej. Chciałbym walczyć o te marzenia – mówił później Kochalski na naszych łamach. Okazuje się, że bramkarza chce Widzew Łódź.
Kochalski trafi do Widzewa?
Widzew Łódź, pomimo hucznych letnich transferów, ukończył pierwszą rundę Ekstraklasy dopiero na 15. miejscu, tuż nad strefą spadkową. Ale Robert Dobrzycki, prezes klubu, ma wielkie ambicje.
– Dla łodzian to nie jest nowy temat, bo Kochalskiego łodzianie chcieli już latem. Wtedy jednak poszli po innych bramkarzy, a w międzyczasie cena za Kochalskiego mocno wzrosła. To jednak wcale nie wyklucza tej transakcji. Sytuacja jest rozwojowa. 25-latek ma umowę z Qarabagiem do lata 2027 roku z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy – informuje Piotr Koźmiński z Goal.pl.











