Skrzypczak rozczarowuje w Lechu
Mateusz Skrzypczak jest wychowankiem Kolejorza i choć przebijał się przez kolejne szczeble klubowej akademii, to furory w pierwszym zespole nigdy nie zrobił. Latem 2022 roku odszedł za darmo do Jagiellonii, gdzie – ku zaskoczeniu wielu – zrobił ogromny progres. Na tyle, że zaczął być powoływany do reprezentacji Polski i otrzymał nawet nagrodę najlepszego obrońcy sezonu. Nic zatem dziwnego, że Lech Poznań zdecydował się w tegorocznym letnim okienku wpłacić klauzulę odstępnego defensora, która wynosiła 900 tysięcy euro.
Zakładano wówczas, że będzie to świetny transfer. 25-latek podpisał czteroletni kontrakt i miał być ostoją defensywy. Tymczasem póki co gra on fatalnie, w niczym nie przypominając siebie z czasów gry dla Dumy Podlasia. Na temat Skrzypczaka podczas programu Kanału Sportowego wypowiedział się Wojciech Jagoda.
— Ja mam hipotezę o co chodzi z Mateuszem Skrzypczakiem. Wiem, że to źle zabrzmi, ale moim zdaniem prawdziwy Skrzypczak to ten sprzed wyjazdu do Białegostoku i ten po powrocie z Białegostoku. W Jagiellonii stał się cud, którego nie jestem w stanie wytłumaczyć. Tak to odbieram. Tu nie chodzi o jeden ani dwa mecze, bo tu można przykłady wymieniać. Od bardzo słabego początku nic się nie zmieniło, dalej jest regularnie spóźniony w interwencjach – mówił ekspert. Niejako w obronie Skrzypczaka stanął z kolei Artur Wichniarek.
— Skrzypa miał być świetnym partnerem Milicia, ale widzimy, że Milić też w tym sezonie nie jest tą ostoją defensywy. To jest fakt. Moim zdaniem będziemy mogli ocenić defensywę Lecha, gdy w końcu wyzdrowieje Murawski, bo dziś Kolejorz gra bez szóstki. Zespoły grające z Lechem mają dużą łatwość w kreowaniu sobie okazji bramkowych – a później ci środkowi obrońcy są konfrontowani z drużyną, która pod tym względem ma przewagę – stwierdził Wichniar.










